"Nigdy nie byłem fanem medytacji i zawsze od tego spierdalałem szerokim łukiem. Jakoś fakt siedzenia w miejscu mnie denerwował.
Wika kilka razy zrobiła mi medytację prowadzoną indywidualnie, kiedy życie mi się sypało i jakoś wtedy zapaliła mi się lampka, że jest w tym coś... i że to coś mi dużo daje. Z tym że nie umiałem tego czegoś nazwać.
Postanowiłem dołączyć do kursu i jakoś zmierzyć się z tym czymś, czego nazwać nie umiałem.
Z tygodnia na tydzień obserwowałem, jak te dni, w których robiłem medytację, przebiegały jakoś inaczej. Coś w nich było z jakości życia, której wcześniej nie mogłem doświadczać. Więc brniąłem w to. Z tygodnia na tydzień. A później wręcz czekałem na poniedziałki.
Skończyło się na tym, że zacząłem robić to samemu i sięgać po to jako narzędzie pracy ze sobą, emocjami, trudem, etc. Nie trzymając już w napięciu.
Tym czymś, czego tam doświadczałem, był spokój. Taki moment, w którym życie zwalnia, a ty znowu czujesz się jak w latach 90. Siedząc pół dnia na polu i bazgrając kijem w piasku, masz poczucie, że świat się zatrzymał, a twoim jedynym problemem jest to, że na podwórko nikt dzisiaj nie wyszedł.
Polecam z serduszka, bo wiele metod próbowałem, ale żadna nie zabrała mnie w podróż do siebie."
Marek Bratkowski, Czuły Trener, Warszawa